Ukryta pasja głęboko, czasami za głęboko
Szczera spowiedź, czyli… po co ja tam w ogóle byłem?
Powiem Wam prosto z mostu – bez lukru, ściemy i mizdrzenia się pod lajki. Dwa dni po powrocie z tej zasiadki usiadłem w fotelu i zadałem sobie jedno, kluczowe pytanie: „Czy gdyby nie ten konkretny cel, który gonił nas od roku, w ogóle bym tam pojechał?”
Łowisko Federacyjne. Umówmy się – ono samo się nie wypromuje, a robota „u podstaw” rzadko bywa lekka, łatwa i przyjemna. I wiecie co? Obawiam się, że odpowiedź brzmi: NIE.
NIE… bo przecież ja muszę stawiać sobie poprzeczkę wysoko – ŁOWIĆ KABANY, czyli co robić???
Uwaga, będę się śmiał 😉 Działać selektywnie, knuć i wytężać umysł. I wcale nie jest ważne, że ONE TAM SĄ, czasami w ilościach, którymi takie „ukryte” wody mogłyby obdarować – dzieląc to na 30 – inne zbiorniki, a każdy z nich dostałby ponad 400% do zajebistości – to wcale nie jest ważne. WAŻNY jest tylko wynik…
Tak na marginesie: dziś zakończyły się największe zawody karpiowe na świecie – zapytajcie ponad 300 ekip, co myślą o selektywności 😉 i co robiłyby, by karpi 10 (minus) się pozbyć. Nie wiem, czy wielu z Was posiada tyle wiary, by uwierzyć.
Wróćmy jednak do tej wody – UKRYTEJ. Dla mnie takie wody od jakiegoś czasu są czyśćcem, który znów pokazał, jak wiele w naszym hobby tracimy na poczet pragnień, które wcale nie smakują jak Werther’s Original – jakoś tak średnio wyjątkowo. Ukryjmy się razem…
Mnie na samą myśl, że spędzę dwie doby przy drodze szybkiego ruchu, skręcało, ale jeszcze bardziej skręciło mnie ze wstydu, gdy dojechałem do bramy łowiska, otworzyłem ją i zszedłem kilkadziesiąt metrów w dół, widząc miejsce, o którym wielu może tylko pomarzyć.
Nie będę zagłębiał się w problematykę działań, jakie na starcie sam sobie zafundowałem, ale muszę przyznać jedno: z racjonalnym wykonaniem pracy nie miało to absolutnie nic wspólnego. Warunki panujące tego dnia powinny z miejsca zdyskwalifikować jakiekolwiek ruchy nad wodą. Rozsądek podpowiadał, żeby odpuścić, przeczekać, schować się do namiotu. Ale przecież to nie w moim stylu. W głowie huczała mi tylko jedna myśl: „Przecież my Bałtyk łodzią przepłynęli, to jaki problem może stanowić 4-hektarowa woda?”.
Poza faktem, że samotna praca w strugach deszczu, poprzedzona złowrogimi alertami RCB, zakrawała na lekkie szaleństwo, wszystko było w porządku. Zrobiłem to, dopiąłem swego i po co teraz drążyć temat? Pozostał jedynie ten lekki, znajomy żal do samego siebie, podszyty ironią – refleksja, że człowiek na starość wciąż bywa po prostu głupim i upartym osłem.
Mogłem odpuścić, zarzucić wędki z brzegu i przełożyć to całe pływanie na sam koniec zasiadki, kiedy aura byłaby łaskawsza. Ale nie mogłem, bo przecież plan był inny. I to jest właśnie przekleństwo nas, wszystkich – te nieszczęsne plany, które trzymają nas za gardło mocniej niż najgorsza wichura. Wszędzie plany, wszędzie ambicja, a na końcu i tak zostają tylko przemoczone „gacie” i ta dziwna satysfakcja, że upór znów wygrał z rozsądkiem.
Mimo wszystko los był łaskawy, prognozy się sprawdziły i po całodniowym śmigusie-dyngusie o 17:00 zelżało na tyle, by zrobić kilka wywózek i bardzo szybko rozkoszować się wędkarstwem, zapominając o tym, co powodowało jeszcze kilka godzin temu KRZYK i łzy. Bo czy wspominałem, że zablokowałem sobie telefon na 24 h??
Znacie taką blokadę urządzenia na 24 h? Stojąc kilka godzin w mokrej bluzie na deszczu, mogą się cuda wydarzyć, prawda??? Ja też nie znałem takiej blokady, ale na szczęście zawsze mam trzy telefony pod ręką. Problem był tylko z łącznością z pocztą itp., ale miało być już bez stękania – więc wędkarstwo…
Gdy patrzysz na tę wodę, wszystko wydaje się dość oczywiste, ale gdy spojrzysz na BATYMETRIĘ 3D… na pewno można zrobić coś lepiej albo o wiele gorzej… Mimo wszystko chyba zrobiłem to dość dobrze i, co najważniejsze, znalazłem sposób na SELEKTYWNE oddzielenie brań nocnych od dziennych 😉 Choć nie do końca udało się spać podczas brań u Kamila, to przynajmniej nie musiałem moczyć rąk 😉
Nie myślcie, szanowni czytelnicy, że zapomniałem o myśli przewodniej tego materiału. Było mi tak dobrze nad tą wodą, że aż mi wstyd, jak usilnie dążę do tego, by było mi źle. I co gorsze – znów za tydzień będę się gdzieś „ciśnieniował”, z niezadowoleniem podnosząc do zdjęcia karpia 23 kg, wkurzony, że nie ma 34 kg 😛
Żartuję oczywiście, ale tak to troszkę statystycznie wygląda. Że ten powielany schemat dźwięcznych słów: PASJA, RADOŚĆ, WOLNOŚĆ, to czasami tylko taki ciąg sloganów pod zmasowaną ilość lajków 😉
Było wspaniale, ryby były silne i waleczne, a określenie „mały, ale wariat” jest naprawdę bardzo trafne. Szalały na kijach nieziemsko, dając wiele radości, a zarazem swobody podczas holu.
Fajnie by było zawsze tak po prostu posiedzieć i zaczekać na PIK.
Wysiedziałem kilka brań na krześle, patrząc w wędki, gdy zanim pisnął Delkim, prostowała się żyłka – i to było piękne. Piękne dzięki pracy ludzi, pracy społecznej pełnej zaangażowania, które powoduje, że takie miejsca dla nas powstają.
Zresztą sami zobaczcie. Sensowna Produkcja dla PFWK.
Co się stało z Moim Sensem ???
Co się stało z Moim Sensem ???Generalnie, aż wstyd się przyznać, ale jakoś w tym komercyjnym pędzie zapomniałem, iż ciąży nade mną coraz trudniej wypełniany obowiązek bycia sobą....
PIK……………
PIK……………Gdy byłem taki piękny i młody jak Wy, nad wodę jeździło się wyłącznie z miłości do wędkarstwa i kontaktu z rybą. Nie było takiej masy sprzętu, nie było czym się cieszyć...
Ocalić od zapomnienia………
Ocalić od zapomnienia………Wiosna tego roku nas lekko oszukała, co nie zmienia faktu, iż pognała wielu z nas nad wodę byśmy w końcu zrealizowali nasze zamrożone marzenia. Co z nimi...
Moje Miejsce – Mariusz Toruński
Moje Miejsce – Mariusz Toruńskiestem jak zakurzony człowiek w małym zakurzonym namiocie, pomyślałem kiedyś o sobie. Czasu na przemyślenia miałem aż nadto. Zaczęło się w nocy...
Przewrotny „Czynnik Szczęścia”
Przewrotny „Czynnik Szczęścia”Kiedyś to było niedopuszczalne. Wspaniała zasiadka, która zakończyła swój żywot wyłącznie na portalu komercyjnym. Można by pomyśleć, że nic...
Kadr z Sensownego Filmu
Kadr z Sensownego FilmuZnów piszę do was w Sensownym Kąciku i znów wracam myślami do czasów kiedy nie do pomyślenia było , że jakiś gość z księżyca o teoriach zakrawających na...
Wczesnowiosenny Marazm
Wczesnowiosenny MarazmWczesnowiosenny marazm wkradł się na łamy „Sensownego Kącika”. Pierwsze ryby na przysłowiowej „macie” a w duszy pustka. Niby cieszą , wręcz radują a coś nie...




